sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział Pierwszy

- I co ty tak właściwie robisz tam na tych praktykach? - zapytał Chris, podpierając twarz na łokciach i wpatrując się we mnie z zaciekawieniem.
- A co mogę robić na praktykach? - zapytałam przewracając oczami - Uczę się nowych rzeczy, robię różne błahostki. Nic wymagającego. - wzruszyłam ramionami. Co prawda to prawda.
- I to cię nie nudzi? W sensie cała ta nauka i to dziennikarstwo. Mi by się nic nie chciało gdybym był na twoim miejscu. - stwierdził, marszcząc brwi i zapewne pogrążając się w swoich dziwacznych wyobrażeniach na temat mojego jakże ciężkiego życia.
- Tobie się nic nie chce nawet jak jesteś na swoim miejscu. - odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem.
- A wcale, że nie. - obruszył się celując we mnie palcem - Jestem świetnym studentem architektury, który w dodatku uwielbia tworzyć wspaniałe dzieła.
- Wspaniałe i kompletnie bezużyteczne. - poprawiłam go. Tylko on chce budować odkurzacz na kwiaty, podłogowy odświeżacz powietrza i inne tego typu beznadziejne rzeczy, które w dodatku nigdy nie działają. Chrisowi jednak do porządku się nie przemówi. Cokolwiek powiesz, on i tak zrobi swoje. W sumie jest to u nas rodzinne, ale jak widać czasem działa w zły sposób.
- Jeszcze kiedyś uznają mnie za wielkiego wynalazcę i wybudują mi świetny pomnik, a ja dopilnuję, żeby stał centralnie przed twoim domem. Będziesz musiała patrzeć na podobiznę swojego wielkiego brata za każdym razem gdy będziesz szła do tej swojej nędznej i marnie płatnej pracy jako dziennikarka. - stwierdził wpatrując się we mnie z wyższością, po czym obrócił się na pięcie i odszedł do swojego pokoju.
- I tak wiesz, że to ja mam rację! - krzyknęłam za nim, a on w odpowiedzi wystawił rękę za drzwi i pokazał mi środkowy palec. Zrobiłam to samo w jego kierunku, choć i tak wiedziałam, że on tego nie zobaczy. Jestem jednak pewna, że i tak wie, że to zrobiłam. Skutki mieszkania ze sobą od dwudziestu lat...
- Czas się zbierać. - mruknęłam sama do siebie i potarłam dłonie. Kolejny dzień spędzony w biurze razem z Jade i Claire. Nie mogę powiedzieć, że będę narzekać, choć Jade raczej nie jest do mnie zbyt pozytywnie nastawiona. Chociaż ona chyba do nikogo nie jest zbyt pozytywnie nastawiona, a niektórych to wręcz nie znosi. Ta myśl zawsze podnosi człowieka na duchu, bo przecież mogło być gorzej.

***

- Cześć. - usłyszałam, kiedy tylko weszłam do biura Claire. Nie był to jednak jej głos. Ani Jade.
- Hej. - odpowiedziałam wpatrując się tępo w siedzącego na moim biurku chłopaka. No, może nie było to do końca moje biurko, bo gdy tylko skończą się moje praktyki to ono najprawdopodobniej wyląduje w zupełnie innej sali, ale tak czy inaczej, póki co ja przy nim siedzę.
- Wiesz kiedy przyjdzie Jade? - zapytał machając nogami i uśmiechając się wesoło.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam. On tylko pokiwał głową i zapadła cisza. Dla mnie była ona dość niezręczna, ale chłopak wydawał się tego nie zauważyć, za bardzo skupiony na radosnym wymachiwaniu nogami. - Tooo.... - zaczęłam zwracając na siebie jego uwagę - Kto cię tu wpuścił? - spytałam, bo to było jedyne co mi teraz chodziło po głowie. Kojarzę gościa z widzenia, ale raczej wątpię by był jednym z tutejszych dziennikarzy, stażystów czy praktykantów. Nie to, że oceniam.
- Sam się wpuściłem. - odparł niezwykle z siebie zadowolony.
- Udało ci się tu dojść bez zauważenia? - w odpowiedzi dostałam skinięcie głową - Imponujące. - skwitowałam, a on po raz kolejny mi przytaknął. - Skoro to już mamy ustalone to może powiesz mi jak się nazywasz.
- Louis Tomlinson. - przedstawił się, zeskakując z biurka i wyciągając dłoń. Uścisnęłam ją i uśmiechnęłam się lekko.
- Amber Clarke. - także się przedstawiłam, bo w końcu tego wymagają zasady dobrego wychowania (a czasem zdarza mi się ich trzymać, naprawdę).
- Wiem. Jade o tobie wspominała. Może nie w samych superlatywach, ale wspominała. - stwierdził, starając się powstrzymać śmiech. Jestem prawie pewna, że nagadała mu o mnie coś głupiego, ale nie będę dopytywać. Nie chcę sobie robić wrogów już w pierwszym miesiącu.
- Jestem, jestem! - oznajmiła zdyszana Jade, wbiegając do pokoju.
- Spokojnie. Claire jeszcze nie ma. - powiedziałam siląc się na przyjazny uśmiech. Pamiętaj, że trzeba być miłym.
- To po co ja się tak śpieszyłam? - zapytała sama siebie pocierając twarz dłońmi i kierując się za swoje biurko. (Powiem szczerze, że praktykanci mają tu wiele wygody. Własne biurka, ciekawe zadania, sporo przydatnych rzeczy do nauki, anyway...)
- Tak to już w życiu bywa. - rzucił Louis.
- A co ty tu tak właściwie robisz? - zapytała Jade, zerkając na niego przez palce.
- Sam się wpuścił. - odpowiedziałam za niego i wykorzystałam chwilę by sama usiąść przy biurku. 1:0 dla mnie, Louis.
- No tak. Wydaje mi się, że oni cię już tu wpuszczają z litości. - skomentowała dziewczyna, na co zareagowałam cichym śmiechem. Punkt dla niej, to muszę przyznać.
- A wcale, że nie. Po prostu jestem jak ninja i udaje mi się tu wkraść niepostrzeżenie. - bronił się, krzyżując ręce na piersi.
- Tak, tak, panie ninja. A teraz daj nam spokój i hopsnij sobie gdzie indziej. - mruknęła Jade, machając dłonią w kierunku drzwi.
- A proszę bardzo. Pójdę do innych ludzi, którzy docenią moje towarzystwo. - burknął pokazując nam język, po czym zgodnie ze słowami Jade wyhopsał z biura.
- Masz dziwnego znajomego. - stwierdziłam, a dziewczyna w odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Po dłuższym czasie idzie się do niego przyzwyczaić. - odparła, a ja tylko pokiwałam głową. To zupełnie tak jak z moim bratem. Idzie się przyzwyczaić.
- Dziewczyny... - głos Claire zwrócił moją uwagę. Stanęła w drzwiach uśmiechając się od ucha do ucha. - Mam dla was drobne zadanko na dziś. - oznajmiła wręczając nam dwie teczki. - Macie tam trochę materiału, który należałoby w ładny sposób obrobić w artykuł. Byleby nie było to zbyt długie. To nie ma być dzieło na pierwszą stronę gazet, ale tak czy inaczej... Liczę na was. - powiedziała, po czym wyszła zostawiając nas samym sobie.
- Najwyraźniej czas brać się do pracy. - skwitowałam i otworzyłam teczkę. Dzień czas zacząć...

***
- Cześć. Skończyłyście? - zapytała Claire wchodząc do biura i uśmiechając się wesoło.
- Tak. Jade skończyła już kilka minut temu, a ja właśnie dopisałam ostatnie słowa. - odparłam rozentuzjazmowana. Materiał bardzo mi się spodobał. Było tam wiele informacji i był ciekawy. Przerobienie go na artykuł było naprawdę dobrą zabawą. A mój brat myśli, że się tu zanudzam, ha!
- W takim razie zapakujcie to do teczek i odnieście do biura redaktora naczelnego. - poleciła, zajmując miejsce za biurkiem i zaczynając przekopywanie się przez leżące na nim stosy papierów. Swoją drogą powinna tu nieco uporządkować.
- A nie masz zamiaru najpierw tego przejrzeć? - dopytałam marszcząc czoło. Zazwyczaj sama sprawdzała naszą pracę zanim robili to inni.
- Nie. Wiem, że na pewno zrobiłyście to świetnie. Zresztą Des sam powiedział, że chce to przejrzeć i zobaczyć jak poradziłyście sobie z tym zadaniem. Bardzo możliwe, że pojawi się to w następnym wydaniu naszej gazety.
- W takim razie okej. Idziesz? - spytała Jade. Przytaknęłam i obydwie ruszyłyśmy do biura pana... Styles'a? Tak, to chyba był pan Styles. Nie do końca pamiętam nazwiska tych wszystkich osób. Tylko na tym piętrze jest ich chyba ze sto! Co dopiero mówiąc o całym budynku... Tak czy inaczej, po krótkiej wędrówce znalazłyśmy się pod drzwiami redaktora naczelnego. Jade zapukała kilka razy, po czym nie czekając na odpowiedź weszła do środka. Na przeciwko Des'a siedział jakiś chłopak.
- Przepraszamy. Nie wiedziałyśmy, że pan z kimś rozmawia. Claire kazała nam tylko zostawić tu teczki. - wyjaśniła Jade, uśmiechając się niewinnie.
- Spokojnie. W niczym mi nie przeszkadzacie. Dajcie mi te teczki. - powiedział pan Styles, uśmiechając się do nas miło i wyciągając rękę. Bez słowa wręczyłyśmy mu naszą dzisiejszą pracę. - A to... - powiedział i skinął w stronę siedzącego w fotelu chłopaka. - Jest mój syn, Harry. - dokończył, a owy Harry wstał i odwrócił się w naszą stronę.
- Cześć. Skoro wiecie już jak mam na imię to fair będzie jeśli i wy powiecie mi jak się nazywacie. - stwierdził uśmiechając się krzywo. Wygląda na bufona. Nie to, że oceniam. (Bo ja nigdy nic nie oceniam.)
- Jade i Amber. Amber i Jade. - mruknęła od niechcenia, a ja wymusiłam lekki uśmiech. Pamiętajmy o dobrym zachowaniu. Harry ściągnął brwi i zdawał się intensywnie o czymś myśleć, a po chwili uśmiechnął się szeroko.
- Czyżby panna Jade Harrison? - zapytał krzyżując ręce na piersi i unosząc jedną brew ku górze. - Niemożliwe, że mnie nie pamiętasz, Jee. - mruknął, cmokając niezadowolony.
- Hej, hej. - przypomniał o swojej obecności ojciec chłopaka. - Jeśli macie ochotę na pogawędki to sio, bo mam jeszcze sporo roboty. - powiedział wstając i popychając naszą trójkę w stronę drzwi.
- Nie mogę uwierzyć, że znów się na ciebie natknęłam. - warknęła brunetka dźgając Harry'ego w klatkę piersiową. - I nigdy więcej nie mów do mnie Jee. - dodała, po czym z impetem nadepnęła mu na nogę i odeszła.
- Wydaje mi się, że ona za tobą nie przepada. - stwierdziłam inteligentnie.
- Bywa i tak. - odparł chłopak wzruszając ramionami. Nie wyglądał na zbytnio przejętego.
- Też powinnam cię nie lubić? - spytałam uśmiechając się rozbawiona. Styles odwzajemnił uśmiech.
- Jeszcze nie masz do tego powodu.
- A będę miała?
- Nigdy nic nie wiadomo. - odparł spokojnie. - Mam jednak nadzieję, że nie. - dodał puszczając mi oczko. - A teraz pani wybaczy, ale już pójdę. - skłonił się w pasie, uśmiechnął i odszedł w swoją stronę. Dziwny typ.


______________________________________________________________________________________________________________

A więc to jest właśnie pierwszy rozdział. Nic specjalnego, ale nie jestem wybitną pisarką. Podobno im więcej się pisze tym lepiej ci idzie, więc może potem będzie lepiej. Zresztą to tu wyżej i tak jest całkiem dobre, biorąc pod uwagę pierwszy rozdział mojego innego opowiadania. Za pierwszym razem pisanie szło mi tragicznie. Typowe pokemoniaste pismo. Dobrze tylko, że nie robiłam błędów i nie wstawiałam do tekstu minek, bo przysięgam, że gdybym to teraz przeczytała to bym się chyba zadźgała. Wstyd, wstyd, wstyd... Tak czy siak, nie będę już przeciągać, bo znając życie i tak nikt tego nie czyta. Pozdrawiam Patrycję i jej też to zadedykuję, bo... bo tak. :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz